ogrodnik

Autor: urszula witkowska, Gatunek: Proza, Dodano: 30 lipca 2010, 22:50:43, Tagi:  opowiadanie

 Starzy ludzie pachną wilgocią, czasem i myślą.

To wszystko fermentuje w nich i przełazi przez skórę. Odurza, zaburza.

Z tym że starzy, to nie znaczy ci, którzy mają więcej lat niż powinni. To raczej ci, którzy już dawno zrobili to, co mieli do zrobienia i teraz tylko udają, że istnieją. Ukrywają, że nadal istnieją.

Stary był on.

Siedział przy kuchennym stole w oczekiwaniu na zupę i wąchał. Najbardziej ze wszystkich rzeczy doczesnych lubił wąchać i układać. Kiedy był młody, sklejał modele statków. Był w tym całkiem niezły. A teraz dłonie odmówiły posłuszeństwa i choć może chciałby jeszcze poskładać, poukładać, pograć, poigrać nie miał już sił.

W zasadzie nie robił nic. Oddychał i czekał. I tylko czasem, kiedy dzień był ładniejszy, powietrze świeższe, a leki skuteczniejsze opowiadał różne, pewnie niestworzone historie swoim czterem ścianom.

Najbardziej lubił tę o ogrodniku.

Zawsze opowiadał ją tymi samymi słowami, jakby bał się, że słowa mogłyby  coś zmienić.

Lubił układanki.

Kiedy człowiek tylko sądzi, że zna siebie, jest jak puzzle. Niby te same elementy, tworzące całość, ale zawsze potrzeba dłoni, która je ze sobą połączy. On lubił puzzle. I lubił ludzi. Widział w nich układanki, które nie są świadome swojej istoty. On był zawsze bardzo usłużny. Przecież nie powinien zostawiać ich samym sobie. Skoro już posiadł taką wiedze, grzechem byłoby z niej nie skorzystać.

Zupa zabulgotała. Wstał i ospale podszedł do palnika. Zawahał się przez moment, po czym podniósł pokrywkę garnka.

Tamtej nocy zapowiadało się na burzę. Powietrze elektryzowało i niepokoiło. Byli z przyjaciółmi nad jeziorem. Dom miał chyba ze sto lat.

Stał dumnie pośrodku ogrodu.

Dom.

Otoczony nie – u – po – rząd – ko – wa - niem.

Poetycko. Dom nad jeziorem. Stary, stuletni dom nad jeziorem. Całkiem nieźle brzmi. I ogród. Mógł by być oczywiście różany, ale zdecydowanie lepiej jest powiedzieć, że był dziki i tajemniczy. I kobiety. A właściwie, to nie! Nie kobiety. Właściwie dziewczyny, dwie – koniecznie dwie - koniecznie brzydkie.

Odnośnie pory, to tuż przed zmierzchem. 

Wystarczy wtedy nieco przedłużyć dialog.

Aha, jeszcze nóż.

Powinien leżeć na ławce w altanie.

Tak, żeby ta druga miała do niego swobodny dostęp.

Wystarczy poczekać.

Nie zwróci na siebie uwagi. Do czasu.

Przecież zawsze lubił układanki, a oni spali tam już trzecią noc.

Robiło się nudno.

Komentarze (4)

  • nie chce deprymować, ale forma bardzo kliniczna, takie czytankowe. Przecież całość po odsączeniu wody może stanowić parę linijek. O staruchach najlepiej wewnętrznie będzie pogadać jak samemu wdepnie się w to bagno. Zajrzeć może w "Stary człowiek i morze", bo może i może tekst otrzyma główne przesłanie bez biegania w dekoracyjnych opłotkach. Awiewna zjawa zrobiła się, a mógł być taniec koślawego byka, ale zabraklo jąder.
    pozdro

  • *Awiewna - A zwiewna

  • ekstra komentarz:) i trochę w nim racji:)

  • ekstra komentarz:) i trochę w nim racji:)byk fajne zwierzę

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się